O autorze
Czy można zmienić świat spod budki z piwem? Czy szczur może rzucić wyzwanie przemysłowi zbrojeniowemu? Gdzie osoby widzące są bez szans bez niewidomego przewodnika? I dlaczego warto się pośmiać przed chemioterapią? Innowacje społeczne sa jak podróż na inną planetę, bez etykiet, bez starych, podcinających skrzydła mądrości, ale za to z empatią i realną chęcią zmiany na lepsze. To o tym jest ten blog.

Zmieniać świat "kibelek po kibelku..."

Wszystko teraz ma być innowacyjne, Innowacje tu, innowacje tam. Tymczasem jest wiele tematów, gdzie w ogóle nikt już nie szuka innowacji. Jakbyśmy się przyzwyczaili i zaakceptowali, że pewnych rzeczy nie rozwiążemy. Lądujemy na komecie, a nie potrafimy poradzić sobie z kolkami niemowlęcymi, przemocą wobec kobiet, bezdomnością, z chorobami psychicznymi i malarią.

Słyszałam kiedyś takie mało przychylne powiedzonko na temat urzędników, że są to ludzie, którzy wszystko wiedzą, ale nic nie mogą. Jedni tak, inni nie. Ale z pewnością można w ten sposób powiedzieć o ludzkości. Wiemy, jakie mamy kłopoty – zmiany klimatyczne, gospodarkę opartą na długoterminowo niemożliwym założeniu ciągłego wzrostu, nadmierną konsumpcję, degradację przyrody (między 1970 a 2006 skutecznie pozbyliśmy się 30% gatunków bezkręgowców), rozwarstwienie ekonomiczne, - ale niewiele z tym robimy…

W sobotę na konferencji U-Rodziny Inicjatywy Firm Rodzinnych, Marcin Popkiewicz w brawurowy sposób poprowadził prezentację o rozdrożu , na jakim znalazła się cywilizacja. (Polecam lekturę jego książki – Ziemia na rozdrożu.) Ale cóż z tego…. Dopóki będziemy wierzyć, że tylko wielkie technologie i światłe idee są polem do innowacji, nasze codzienne problemy pozostaną nierozwiązane…

Ot, chociażby takie toalety… Według ONZ jedna kobieta na trzy nie ma dostępu do bezpiecznej ubikacji. Bezpiecznej w sensie sanitarnym, ale także w odniesieniu do bezpieczeństwa osobistego. A tymczasem przyziemna, mało inspirująca z natury swej toaleta może być początkiem prawdziwej zmiany. David Kuria, architekt i założyciel organizacji Ikotoilet w Kenii zajmuje sie właśnie problemem dostępu do czystych toalet publicznych. Toaleta jednak staje się dla niego narzędziem aktywizacji mieszkańców i zmiany ich nastawienia do wspólnego dobra.

Pierwszy Ikotoilet powstał w 2007 roku jako efekt warsztatów dla mieszkańców slumsów, których poproszono o narysowanie idealnej toalety. Powstały steki rysunków (również ubikacji z wieżą i księżniczką), a David na ich podstawie opracował projekt, który następnie mieszkańcy zbudowali własnymi siłami. Ponieważ toaleta powstała dzięki ich pracy, dbali o jej czystość dużo bardziej niż o wychodki fundowane przez międzynarodowe organizacje pomocowe. Wkrótce uzupełniono usługę toalety publicznej o lodówkę z colą oraz o stanowisko czyszczenia butów, dodano prysznice, a w pisuarach na wysokości wzroku klientów umieszczono reklamy.

Toaleta sprawiła, że mieszkańcy zaniedbanej dzielnicy poczuli przedsiębiorczą żyłkę i zaczęli dbać o swoje otoczenie. Pecunia non olet, jak mawiał cesarz Wespazjan, a świat można zmieniać na wiele sposobów, także “kibelek po kibelku”…
Trwa ładowanie komentarzy...